Statystyka

21.04.2012

29 Dotarcie na oazę spokoju


- Nathaniel... zatrzymajmy się na stacji, muszę do kibla – powiedziałam zaciskając nogi i mój kochany gospodarzyk zrobił jak go prosiłam. Jak zwykle zresztą. Usiadłam na klopa i aż mi ulżyło, kiedy to ktoś do mnie zadzwonił. Aishya. Jeszcze tego mi brakowało. Najwyraźniej Iris wszystkim powiedziała o mojej przeprowadzce i nie będę miała już spokoju.
- CO TY ROBISZ?! - wydarła się aż musiałam odsunąć słuchawkę i zirytowana odparłam z oburzoną miną.
- Sikam na kiblu, a co?
- Serio? A to... nie o to mi chodziło! Kto ci pozwolił się przeprowadzać?!
- Rodzina? Państwo i taki specjalny papierek?
- Eee!Znowu źle! Jak śmiesz mnie zostawiać?! I na kogo niby mam upadać podczas jazdy rolkami?! To nie fair! Nie pozwolę ci wyjechać!
- Już postanowione. Jadę pod koniec wakacji, a teraz pozwolisz mi w spokoju dokończyć to, co zaczęłam?
- Nie!
- To pa – rozłączyłam się podchodząc do umywalki, kiedy telefon znów zadzwonił. Tym razem była to Emilka. Tylko nie to. Już wolę kontynuować rozmowę z Aishyą. No nic, zaczynamy. Kolejna hałaśliwa osóbka.
- Dlaaaaczeeegoooo?!! - czy ona płacze?! Bez przesady. Ja wyłącznie się przeprowadzam chyba aż tak bardzo mnie nie kochają? - Przecież możesz u mnie zamieszkać! Mam wolny pokój!
- Bałabym się, że mnie kamerujesz.
- Nieee, wcaleee...
- Taa, a ten głos na pewno nic nie oznacza.
- Naprawdę musisz?
- Tak, przykro mi, ale wszystko będzie dobrze. Wybacz, ale muszę jechać, pa – rozłączyłam się wchodząc do samochodu gdzie Natuś kończył pić kawę.
- Czemu tak długo?
- Nagle wszyscy zaczęli do mnie wydzwaniać.
- Mam nadzieję, że podczas wieczornego spaceru nie będą dzwonić.
- Spaceru?
- To miała być niespodzianka.
- Nic nie szkodzi – uśmiechnięta przytuliłam go na pocieszenie i usiadłam do tyłu. - Zdrzemnę się – poprawiłam wygodnie poduszeczkę i spojrzałam na jego blond czuprynę. Aż tak bardzo pragnął ze mną spędzić wolny czas, jakie to urocze.
- Dobranoc. Obudzić cię jak będziemy na postoju?
- Um – potaknęłam już odlatując.

Nie wiem dlaczego, ale czułam się jak na haju podczas otwierania oczu. Obraz był niewyraźny, wszędzie było ciemno jak w dupie u murzyna i jedynie mogłam usłyszeć niewyraźne szumy. Chciałam przetrzeć swoje zaspane oczy, ale coś mi w tym przeszkadzało. Poruszyłam rękoma jeszcze raz i zrozumiałam iż moje nadgarstki są spięte kajdankami do łóżka! Ale jak to?! Kiedy do cholery jasnej?! I kto wydaje te szmery?! Aj! Coś mnie łaskocze po nogach! W co ja jestem ubrana?! To jakieś żarty! Czerwona bielizna?! I to jeszcze z koronki i z falbankami! To niemożliwe! To musi mi się śnić! Pobudka! Czemu nie mogę się obudzić?! To nie sen!
- Tak słodko pachniesz... - co to za głos, kim ten koleś jest? Zaraz... czy to... Nathaniel?!?! On całuje i masuje moje nogi! Zostaw, puszczaj! Czemu ja tego nie mówię tylko myślę?!
- Puszczaj, przestań... to łaskocze.
- Nie mogę kochana Mirako. Zbyt długo czekałem na tą kolejną noc - wyszeptał z zachłannym spojrzeniem. - Tak pysznie pachniesz...
- Powiedz, że to mi się śni.
- Spałaś tak twardo, że nie chciałem cię budzić, a teraz mogę dokończyć to, co zacząłem.
- Co przez to rozumiesz?!
- Niedługo się dowiesz – zaczął bawić się moim brzuchem, a potem szyją zniżając się do piersi. - Pozwól, że cię wymasuję – dodał z takim szczęściem na twarzy biorąc olejek do rąk.
- Nie pozwalam!
- To było zdanie retoryczne – odparł ze śmiechem zaczynając od nóg.
- Aj! Zimne!
- Zaraz cię rozgrzeje, a potem ja.
- Przestań tak mówić!
- Jak? Wyrażam tylko swoje uczucia.
- Więc przestań!
- Nie mogę – zanurzył swój rozszalały język w moich ustach aż jęknęłam prawie się nim dławiąc. Jego dłoń zaczęła powoli ściągać moje majtki, a nogi groźnego gospodarza przytwierdziły moje, utrudniając mi sprzeciw. Co za bezwstydny drań! Podoba mi się ^.^
- Więc co możesz? - przekręciłam głowę, gdy łaskotał mnie w szyję swoimi cmoknięciami. Zresztą sama dziwie się, że dopiero teraz zauważyłam brak u niego jakiej kol wiek części garderoby!
- Teraz tylko spowodować, że będziesz krzyczeć moje imię prosząc o więcej.
- Twoje niedoczekanie – burknęłam zaciskając zęby, a rumieńce niemalże zajęły całe miejsce na mojej twarzy. Przestań... nie baw się moim biustem, ach... Nie!

- Nie! - krzyknęłam zrywając się na tyłek cała zalana potem.
- Co się stało? - spytał Nathaniel siedząc za kierownicą.
- To tylko koszmar – odpowiedziałam z ulgą znów kładąc się na tylnych siedzeniach.
- Mamrotałaś coś.
- A co?
- Nie wiem – czy ja dobrze widzę przez lusterko? On ma rumieńce na twarzy! Dobrze wie, co mówiłam! Ty kłamco! Już ja się z tobą rozliczę! Będziesz bał się na mnie spojrzeć, odezwać, podejść, a nawet pomyśleć! To niewybaczalne!
- Daleko jeszcze?
- Jakieś pół godziny – odpowiedział zerkając na godzinę w radiu.
- Nudzi mi się – westchnęłam machając sobie nogami.
- Z tyłu powinien być laptop. Możesz sobie na niego wejść.
- Honto? Arigato – uśmiechnięta od ucha do ucha błyskawicznie włączyłam sprzęt serfując po internecie, kiedy zaciekawiły mnie zdjęcia w jego folderach. Czy to ja?! Skąd ma te zdjęcia?! Zaraz... Emilka! On ma zmowę z Emilką! To wszystko wyjaśnia, dlaczego jest zawsze blisko nas jak dzieje się coś nieprzyzwoitego! Co za drań! I On niby jest gospodarzem?! - Nataniel... chcę aby te ostatnie dni spędzone z tobą były tymi najcudowniejszymi.
- Nie mów tak. My wcale się nie rozstajemy.
- Ja nie będę umiała prowadzić związku na odległość.
- A co z twoim klubem?
- Sara jest równie dobra jak ja. Podtrzyma klub za mnie.
- Ty naprawdę chcesz wyjechać.
- To było moje marzenie, ale... nie wiem jak zniosę rozstanie z wami wszystkimi.
- Więc nie jedź.
- Proszę, rozmawialiśmy już na ten temat. Nie mam innego wyjścia. Rodzina zbyt mocno zamartwia się o mnie i nie pozwoli mi tu zostać.
- Więc jadę z tobą.
- Nie. Nie zmarnujesz swoich marzeń przeze mnie – zmartwiona tą zaległą ciszą usiadłam spoglądając za szybę na przemijający błyskawicznie krajobraz budynków i niewielkiej ilości roślin. I w ten przypomniał mi się dzień rozstania z Lysanderem. Wyrzuciłam ich oboje ze sklepu, a następnego dnia poszłam do kapeli aby porozmawiać z Lysanderem...

- Witaj – stanęłam w drzwiach widząc jego zaskoczoną minę, która szybko zmieniła się w smutek. Najwidoczniej już zrozumiał po co przyszłam. Szkoda mi go było, gdyż sama nie byłam pewna, co do niego czuję, ale wróciłam do Natusia i to on powinien być dla mnie najważniejszy. Powinien, ale czy jest? Pewnie to i tak nie ma największego sensu skoro rodzina zaczęła szukać pracy w Japonii. Znając życie znów się przeprowadzimy i będę zmuszona aby zapomnieć o tym wszystkim, co spotkało mnie tutaj.
- Witaj Miraka, możesz nas zostawić samych? - spytał po chwili Kastiela, który niechętnie z podejrzanym wzrokiem posłusznie wyszedł wtrącając swój niepotrzebny komentarz.
- Nie hałasujcie za bardzo – prychnął znikając za drzwiami, a ja niepewnym krokiem podeszłam do chłopca.
- Chciałabym porozmawiać o wczorajszym – zaczęłam kiedy mi przerwał.
- Przepraszam za moje zachowanie, ale na widok was po prostu...
- Rozumiem. Na twoim miejscu zrobiłabym to samo – nie wiem czemu, ale lekko się uśmiechnęłam na same wspomnienie o tej sytuacji. - Ale musimy się rozstać. To nie twoja wina jednakże...
- Czy coś się stało?
- Nic szczególnego.
- Jestem twoim przyjacielem. Chyba możesz mi powiedzieć.
- Nie chcę nic mówić dopóki nic jeszcze nie jest pewne. Więc... skoro już wyjaśniliśmy sobie wszystko, to... żegnaj.
- Odpowiesz mi na moje pytanie? Nic więcej już nie będę chciał.
- Znam to pytanie, a ty pewnie odpowiedź, więc po co?
- Chcę mieć pewność.
- W tej chwili nie jest ona istotna, pa – i w ten wyszłam unikając wzroku Kastiela aby i on nie zaczął ze mną dyskusji. Nie wiem, czy to go mocno zabolało, ale myślę, że wtedy w sklepie już zrozumiał, że z nim zerwałam, jednak nie chciałam nie potrzebnych nieporozumień.

- Miraka, jesteśmy – nagle z moich rozmyślań, a raczej wspomnień przebudził mnie Nataniel otwierając mi z uśmiechem drzwi. - Jesteśmy – dodał pomagając mi wyjść. Wzięliśmy nasze bagaże i kawałek przeszliśmy widząc ten sam domek do którego zaprosiła nas Iris.
- Jak to? - spytałam niechcący na głos.
- Iris mi załatwiła ten domek. Oczywiście za odpowiednią opłatę. Nie miałaś okazji tu długo pobyć, więc pomyślałem, że to będzie dobre miejsce. Cisza, spokój i tylko my.
Nagle poczułam jak łzy cisną mi się do wyjścia i puszczając wszystkie bagaże zatopiłam się w jego bluzce.
- Dziękuję, nie mogę, nie mogę, nie potrafię cię zostawić – cała za jąkana zaczęłam płakać jak jakaś histeryczka, a on jedynie odłożył ostrożnie bagaże i objął czule na pocieszenie.
- Ja również, dlatego nie zrobię tego. Chodźmy się rozpakować.
- Dziś mam ochotę jedynie przeleżeć w twoich objęciach.
- Ja również Miraka, kocham cię.
- Ja też.