Witam po miesiącu ciszy!
Na początek chcę wam podziękować, że tak wytrwale czekaliście na kontynuację, która nie miałam nadejść. Jednakże! Z miłą chęcią mogę wam przedstawić rozpoczęcie nowej części opowiadania gdzie główną bohaterką jest sama córka Miraki! Będziemy świadkami jej dorastania, przeżywania zlotów i upadków, a także przeżyć jej ojca i przyjaciół. Poznacie wiele sekretów i tajemnic, a niekiedy prawda będzie wstanie was zaskoczyć, a może i przerazić. No nic nie będę was już dłużej straszyć ani niecierpliwić. Po prostu życzę wam miłych wakacji i wesołego czytania ^.^
Za oknami nieustannie padał deszcz
złoszcząc mieszkańców Sotira, którzy mieli wielkie
plany na tą chwilę. Ich wszystkie zachcianki zostały błyskawicznie
rozwiane przez oberwanie chmury. Lało jak z cebra, a ulice zalewała
woda sprawiając samochodom nie lada przeszkody. Jednak w najgorszej
sytuacji była mała dziewczynka schowana pod daszkiem zamku z drewna
na placu zabaw. Była zapłakana i przerażona widząc jak powoli
zaczyna się błyskać. Jej ojca nadal nigdzie nie było widać, a
miał pójść wyłącznie do sklepu po picie dla córki. Pogoda zmieniła się zbyt nagle.
Skulona podwinęła swoją czerwoną kurteczkę i poprawiła kaptur
zasłaniając pokręcone blond kosmyki.
- Nie! - pisnęła ze strachu, słysząc
donośny grzmot i jeszcze mocniej zwinęła się w kłębek. - Tato!
Gdzie jesteś?! - krzyknęła zapłakana podnosząc wzrok przed
siebie. W drzwiczkach stał mały chłopiec. Był równie
przemoknięty co ona, a jego brązowe włosy opadały na srebrzyste oczy.
- Witaj – na jego bladej twarzyczce
ukazał się łagodny uśmiech, który delikatnie uspokoił
małą blondynkę. - Mogę tu usiąść? - spytał widząc
potaknięcie nieznajomej. - Jestem Isei – grzecznie się
przedstawił siadając na drugi koniec ławeczki. - Co tu robisz
sama?
- Czekam na tatę – odpowiedziała
niepewnie z drżącym głosem.
- Boisz się burzy? Ja ją uwielbiam! -
podniósł głos słysząc kolejny grzmot, przez który
dziewczynka znów schowała twarz w czerwonym materiale.
- Ja jej nie cierpię – odpowiedziała
z drżącym głosikiem. - A ty co tu robisz? Zgubiłeś się?
- Ja? Nigdy! - machnął dłonią
rozkładając się na siedzeniu. - Uciekłem z domu – westchnął
obojętnie, spoglądając na drewniany sufit.
- Rodzice muszą się mocno martwić.
- Nieszczególnie.
- Jak to?
- Ale jestem znudzooony – rozciągnął
się leniwie pomijając pytanie małej dziewczynki. - Hej! Mam fajny
pomysł. Pobawmy się razem – spojrzał na przerażoną blondynkę.
- Znam taką fajną zabawę na dworze.
- Ale przecież pada – ze zdziwieniem
spoglądała na jego rozweseloną twarz.
- I w tym cała frajda, choć –
chwycił ją za nadgarstek i razem zeszli na dół, gdy na ciemnym niebie pojawiła się błyskawica, wydając głośny grzmot.
- Nie! - jęknęła zatykając sobie
uszy i ukucnęła w jednej z kałuż. - Boję się – dodała
kiwając przecząco głową.
- Co z ciebie za boi dupa? Nikt nie
będzie chciał się z tobą bawić – burknął krzyżując ręce
jakby był obrażony, ale ten grymas mówił sam za siebie, że
wyłącznie sobie żartuje.
- Nie prawda, dużo osób się ze
mną bawi.
- A teraz też?
- To co innego – zaprzeczyła, kiedy
chłopczyk złapał ją za dłonie i pomógł wstać. - Masz –
ściągnął z szyi parę słuchawek i założył na jej uszy. -
Teraz lepiej? - spytał podczas kolejnego grzmotu, a dziewczynka
wyłącznie się wzdrygnęła.
- Nic nie słyszę – powiedziała
lekko zarumieniona dotykając słuchawek. - Co to za zabawa? - spytała
obserwując ruchy ust chłopca i nieznany dotąd uśmiech, a chwilę
później ganiali się po placu zabaw rzucając w siebie błotem
i przewracając.
- Matko jedyna! - niespodziewanie
zjawił się ojciec dziecka i prędko chwycił małą blondynkę za
nadgarstek, chowając ją pod dużą parasolką. - Jesteś cała morka.
Jeszcze mi się przeziębisz – opiekuńczy chłopak powycierał
rękawem twarzyczkę swojej córeczki. - Wracamy do domu –
dodał, gdy niebieskooka zatrzymała się zerkając na przyjaciela od
zabawy.
- Może z nami iść? Jego rodzice go
nie chcą – spojrzała na ojca wielkimi oczkami, a ten po prostu
nie mógł jej odmówić. Nie potrafił być tak surowy
jak inni. Może dlatego, że jej matka zginęła w tak głupi i
beznadziejny sposób przez jego głupotę.
- Dobrze - potaknął z łagodnym
uśmiechem i cała]ą trójką udali się do ciepłego oraz
suchego mieszkania, gdzie zostali umyci i wysuszeni,a potem przystąpili do smakowitej
kolacji.
- Pycha! Dobre było, ale się
skończyło! - wypowiedziała swoją wyuczoną regułkę, oddając pusty talerz
ojcu, który siedział w kuchni oglądając mecz. Potem
dzieci zaczęły napawać się nową bajką w salonie. - Tato?
- Tak?
- A mama też lubiła twoje jedzonko? - spytała, kiedy blondyn podszedł do dzieci.
- I to bardzo – poklepał dziewczynę
po głowie. - Masz jeszcze wilgotne włosy. Idź je przesuszyć.
- Ołki dołki – podskoczyła
radośnie w różowej sukieneczce i grzecznie wraz z Iseiem
pobiegła do łazienki.
- To twój tata? - spytał
oglądając łazienkę zdobioną białymi kafelkami.
- Yhym.
- Jest strasznie młody. Mój
tata ma zmarszczki jak dupa u słonia.
- Naprawdę? Taaaakie wielkie? -
zademonstrowała z niedowierzaniem dłońmi.
- No, taaakie wieeelkie – zrobił to
samo chłopiec śmiejąc się w nie pogłosy. - A gdzie twoja mama?
- Ona... - niespodziewanie blondynka
posmutniała wyłączając suszarkę. - Tatuś mówi, że jest
teraz tam wysoko w górze i pilnuje nas – wskazała rączką
na biały sufit.
- Umarła?
- Tak chyba to nazywają dorośli –
wymusiła na sobie uśmiech, a brązowowłosy zerknął na umywalkę
zauważając pastę do zębów. Chwycił tubkę i z całych sił
ścisnął rozpryskując płyn po całej łazience.
- Przestań! - krzyczała roześmiana
dziewczynka będąc cała w paście do zębów. - No przestań!
Tata będzie zły!
- Trudno- odpowiedział, a w jego
ustach wylądowała kostka mydła. - Pfu! Ohyda! - wypluł przedmiot
chcąc złapać przyjaciółkę. - Zaraz cię dorwę! -
krzyczał goniąc blondynkę po łazience z szczotą do kibla. -
Hokus pokus czary mary...! - zaśmiał się, gwałtownie upadając na
ziemię.
- Hahahaha! Maślak! Maślak! Co z
ciebie wyrośnie? Potknąłeś się o mydło! Hahahaha – zaczęła
się naśmiewać z chłopca
- Lepiej uciekaj! - warknął
zawstydzony taką wtopą, gdy do środka wszedł ojciec z otwartymi
ustami na ten cały widok.
- Co tu się stało? - z
wytrzeszczonymi oczyma zerkał na zdezorientowane dzieci.
- Robiliśmy myju myju kibelka –
odpowiedziała niewinnie blondynka.
- Rany – zakrył twarz dłonią z irytacji. -
Ile razy mam mówić żebyś nie myła sama łazienki?
- Em... tyle ile razy to robiłam? -
odpowiedziała pytająco.
- Idźcie do pokoju, a ja tu
posprzątam. Tylko was znowu umyję – westchnął zmęczony ciężko
wzdychając.
- Kocham cię tatusiu – powiedziała
szczęśliwa od ucha do ucha, przytulając mężczyznę.
- Będziemy w salolie – dodała wybiegając z Iseiem z łazienki.
- Chciałaś powiedzieć w salonie –
poprawił ją chłopiec, widząc tak wielkie pomieszczenie.
- Co robimy? - spytała skacząc po
fotelu, kiedy to na twarzy chłopca pojawił się ten złowieszczy
uśmieszek.
- Pobawimy się w zwierzęta!
- Ja chcę być kotem!
- Ja będę... pająkiem!
- Nieee!
- Tak! I zjem cię na podwieczorek! -
wyciągnął dłonie niczym swoje szpony ganiając niebieskooką.
- Gdybym wiedział, że tak dzisiaj
będzie, to bym ją zostawił dziadkom – zmęczony chłopak odłożył
szmatkę kończąc sprzątać łazienkę. - Brakuje mi Miraki, a ten
dzieciak... brak mi sił. Jeszcze muszę uporządkować te dokumenty
inaczej szef mnie udusi – dodał spoglądając na zdjęcia w kuchni. - Coś dzieci są strasznie cicho –
zaniepokojony postanowił zaglądnąć do salonu, a kiedy otworzył
drzwi rozległ się trzask spadających przedmiotów i mebli. -
Co się... -wybełkotał widząc wszędzie pełno nici obwiązanej
wokół mebli i zbitych wazonów.
- Zepsułeś nasze domki! - krzyknęła
zła dziewczynka, czując nagły ból.
- Rei! - krzyknął przerażony
Nathaniel sięgając po kluczyki do samochodu. - Nie ruszaj nogi –
dodał biorąc na ręce córkę. - Jedziemy do szpitala –
spojrzał na chłopczyka wychodząc z mieszkania.
- Tatusiu! Boli!
- Wiem, zaraz dojedziemy – zaczął
uspakajać blondynkę wsiadając do wozu. - Tak się kończą
niebezpieczne zabawy – skarcił dzieci wyjeżdżając z podwórka.
- Boi dupy nie płaczą – odezwał
się z poczuciem winy Isei. - Koty płaczą?
- Nie – wybełkotała szlochając.
- To czemu płaczesz? Nie będę jadł
takiej beksy – dodał z grymasem, a na jej policzkach ukazały się
rumieńce.
- To wcale nie boli – podciągnęła
nosem spoglądając na utkwione szkiełko w nodze. - B... - jęknęła
powstrzymując łzy. - Bbb... - dodała z szklankami w oczach. -
Boliiii!!!
Była już późna noc, a mała
Rei leżała w łóżku z ojcem. Po takim ciężkim i
urozmaiconym dniu musiała spędzić go do końca u boku Nataniela.
Leżała wtulona w jego pachę, a ten zaś głową w pluszowego
królika.
- Tatuś – szepnęła spoglądając
na jego twarz. - Spiś?
- Tak – odpowiedział burknięciem
otwierając lekko jedno oko wprost w psie spojrzenie Rei i już
wiedział, że nie da mu tak łatwo spokoju. - O co chodzi?
- O nic – odpowiedziała, wtulając
się jeszcze mocniej, doprowadzając blondyna o nie lada ból. -
Mamusia też lubiła kotki?
- I to bardzo. Chyba mocniej ode mnie –
prychnął z rozbawieniem. - A nie wszystkie ją lubiły.
- Pseplasam.
- Za co?
- Za kłopoty, które ci
przyspazam.
- Kochanie – objął dziecinę w
ramiona cmokając w czoło. - Nie przysparzasz mi żadnych
kłopotów. Twoja mama też zawsze wpadała w kłopoty, to
normalne. Nie masz czym się martwić. Wystarczy, że będziesz
bardziej uważać na bawienie się nicią z Isei. Ten chłopczyk ma
wiele dziwacznych pomysłów. Zupełnie jak Kastiel –
spojrzał w sufit przypominając sobie własne przygody z tym
rockowcem.
- Kto to Kastiel?
- Stary kolega ze szkoły. Był taki
niegrzeczny jak Isei.
- Isei nie jest niegrzeczny. Dał mi
swoje słuchawki.
- To miłe z jego strony.Trzymaj - chwycił królika podając małej. - Podarowała mi go twoja mamusia. Zawsze mi pomagał jak byłem smutny i czegoś się bałem. Od pewnego czasu jest bardzo chory. Może zechcesz go pocieszyć?
- A jak ma na imię?
- Nie ma imienia.
- To dlatego jest smutny! Od teraz będziesz Panem Królikiem.
- Bardzo ładnie.
- A jak ma na imię?
- Nie ma imienia.
- To dlatego jest smutny! Od teraz będziesz Panem Królikiem.
- Bardzo ładnie.
- Yhym – potaknęła przymykając
oczy. - Dobranoc tatusiu, kocham cię tatusiu.
- Dobranoc córeczko, kocham cię córeczko – odpowiedział usiłując zasnąć.
- Isei...- wybełkotała przez sen z
uśmiechem. - Dobranoc...


*****
- Salala mydełko fal – mała Rei
podśpiewywała wracając z podwórka do domu, gdy usłyszała
inną przyśpiewkę przechodnia.
- Hokus pokus czary mary pozasuwaj po
browary – podśpiewywał sobie niosąc zgrzewkę piwa.
- Hokius, pokius... - powtórzyła
z namysłem. - poziaruwaj po blowaly – uśmiechnęła się szeroko
z podskokiem i wbiegła do mieszkania śpiewając na cały głos nową
piosenkę. Wpadła do kuchni gdzie Nataniel gotował wodę w garnku
na makaron i poprawnie zaśpiewała.
- Hokus pokus czary mary pozasuwaj po browary.
- Hokus pokus czary mary pozasuwaj po browary.
- Co?! - zaskoczony spojrzał na
zadowoloną z siebie dziewczynkę parząc się wrzątkiem. - Au! -
wzdrygnął się wkładając dłoń pod zimny strumień wody. - Skąd
się tego nauczyłaś? - zaskoczony spoglądał na bujającą się na
boki Rei.
- Od pana z ulicy, a cio? - spytała
zerkając pytająco na ojca.
- Nie nic. Tylko błagam nie śpiewaj
tego już więcej – westchnął zakręcając wodę. - Zaraz będzie
spaghetti.
- Jupi! - podskoczyła energicznie. - A
czemu mam nie śpiewać?
- Bo to brzydka piosenka.
- Tiak? Pozasuwaj po blowaly! Pozasuwaj po blowaly! - zaczęła kręcić się w kółko, tracąc równowagę i upadła na tyłek nie mogąc
przestać się śmiać.
- Widzę, że spodobała ci się
piosenka – westchnął zdruzgotany, wiedząc, że będzie mu znów
ciężko oduczyć dziewczynkę durnowatej piosenki, a zwłaszcza, że tak
bardzo jej się spodobała.
- Niooo – odpowiedziała zauważając
spacerującego Tofika po meblach salonowych. - Woldemord! - krzyknęła
radośnie goniąc przerażonego kota po mieszkaniu, kiedy rozdzwoniła
się komórka blondyna.
- Słucham? - odebrał podtrzymując
telefon ramieniem.
- Jak tam noga Rei? - z przyrządu
dobiegł głos matki Nataniela.
- W porządku. Nie zwraca uwagi na ból.
Jest zbyt zajęta zabawą z kotem – odpowiedział zerkając na
dziewczynkę, która ciągnęła za ogon biednego kota, gdy ten
uparcie trzymał się tapczana swoimi pazurami. - A co u was? Amber
zdała?
- Tak i to z najwyższym wynikiem.
Miała prawie maksymalną pulę.
- To świetnie. W końcu będzie mogła
zostać prawnikiem – zaśmiał się delikatnie, wkładając makaron
do garnka.
- Tak, ale nie wiem czy powinna znając
jej charakterek.
- To prawda, ale myślę, że dojrzała
do tego zawodu, a jak ciotka? - spytał zamartwiając się zdrowiem
matki Miraki.
- Choroba nie ustępuje, a ojciec jest
jeszcze bardziej załamany. Nie wiem jak z nimi będzie... Ren stara
się pomóc jak najwięcej, ale i on nie może zbyt wiele
zdziałać.
- To prawda. Pewnie ciągle mu
brakuje... - przerwał nie potrafiąc wymówić tak
utęsknionego imienia swojej ukochanej.
- A jak ty się czujesz? - spytała
matka po chwili ciszy.
- Znośnie. Mam dużo pracy –
odpowiedział słysząc rozpaczliwe miauczenie Tofika. - Rei! Nie
ciągnij kota za uszy!
- Mała znowu maltretuje kota?
- Nic na to nie poradzę. Strasznie
lubi zwierzęta. Ostatnio przyniosła mi do domu zdechłego wróbla
z larwami.
- To dziecko niczego się nie boi.
- Chyba tak – prychnął słysząc
upadającą szklankę i uciekającego na szafy Tofika. - Rei! Co ja
mówiłem?
- To Tofik zrobił! - zrzuciła winę
na kota i uciekła prędko na podwórko.
- Masz mi zaraz wrócić!
- Dobzie bobzie!
- Czasem nie mam do niej sił.
- Energiczne dziecko, co?
- Ma te swoje przebłyski – zaśmiał
się przypominając sobie ostatnie spotkanie Rei z farbami. -
Przypomnij mi abym nigdy nie zostawiał jej samej z farbami.
- Wiem. Też raz popełniłam ten błąd.
Haha – Nathaniel ciągnął dalej rozmowę ze swoją matką podczas
gdy mała blondynka wykopywała z ogródka robaki.
- Woldemorcik też musi jeść –
mówiła sama do siebie z dumną miną. - Zrobię dobre
jedzonko jak tatuś. Wolduś będzie się chciał ze mną wtedy bawić
– dodała wracając do mieszkania. Wbiegła do kuchni gdzie czekał
już obiad, a ojciec poszedł się przebrać.
- Rei! Umyj najpierw ręce – oznajmił
z sypialni.
- No doooobra – burknęła
niezadowolona nieświadomie wkładając robale do jednego z talerzy.
Chwilę później usiedli do stołu i zaczęli jeść, kiedy
były gospodarz spojrzał w swój talerz.
- Robaki?!?! - wrzasnął upadając do tyłu, prawie przygniatając kota.
- Nic ci nie jest? To miało być dla
Tofika – weszła na stół spoglądając z góry na leżącego
ojca.
- Grau, grau, grau! - kot położył
się miaucząc jakby ze śmiechu, kiedy blondyn spojrzał na niego
ostrzegająco, a ten bez słowa zamilknął.
- Ja tu kiedyś ducha wyzionę –
przymknął oczy nie mając sił już na nic. - Ty chyba jednak po
matce poszłaś – dodał z ciężkim westchnięciem usiłując
wstać i pozbierać resztki swojej godności.
Złocisty piasek w piaskownicy chętnie
przyciągał małych przybyszy do siebie aby budowali zamki, babki i
wiele innych budowli. Mimo to tego dnia plac zabaw nie był tak
zapełniony jak dotychczas. Huśtawki były prawie puste, a to
właśnie one miały od zawsze największe powodzenie. Ślizgawki i
zamki z torem przeszkód były ledwo odwiedzane. Kilka
starszaków grało niedaleko w pingponga trenując do zawodów.
Rodzice siedzieli na ławkach obserwując swoje pociechy lub
rozwiązywali krzyżówki rozmawiając jednocześnie przez
telefony.
- Panie Króliczku, czemu jesteś
taki smutny? - złocisto włosa dziewczynka w letniej, różowej
bluzeczce siedziała w zamkowym zakamarku tuląc tak wielkiego
białego królika jak ona sama. - Jesteś głodny? - zaczęła
wypytywać pluszaka nie mogąc doprosić się odpowiedzi, kiedy obok
niej pojawił się dziwaczny kocur.
- Tofik? O co chodzi? - spytała
dziewczyneczka głaszcząc zwierzę po grzbiecie.
- Grauuu – ukazał swoje zadowolenie
długim mruknięciem i zbiegł na dół do blond chłopca,
który wypakowywał z małej torby kanapki.
- Rei, chodź na kanapkę – zawołał
małą blondyneczkę, która z uśmiechem na twarzy zbiegła po
schodkach do swojego ojca. - Zjedz kanapkę – podał dziewczynce
smakołyk, a ta przysiadła się łapczywie wyjadając salami. - I
jak czuje się Pan Królik?
- Nadal boli go brzuszek – pomasowała
pluszakowi bebech ze słodką minką. - Mama dała ci Pana Króliczka?
- Tak, dawno temu. Czemu pytasz?
- To ile on ma lat?
- Na pewno więcej od ciebie –
uśmiechnął się klepiąc swoją córkę po główce. -
Idź się jeszcze pobawić i wracamy do domu.
- Już? - spojrzała niewinnie na ojca,
a ten zerknął poważnie. - No dobze... - burknęła pod nosem i
pobiegła z maskotką do piaskownicy.
- Co budujesz? - spytał podchodzący
chłopczyk o czarnych włosach i błękitnym wzroku.
- Łóżeczko dla Pana Króliczka
– odpowiedziała z słodkim uśmieszkiem.
- Mogę ci pomóc?
- Pewnie.
- Jestem Kei.
- A ja Rei – przywitali się razem
budując spanko dla pluszaka, gdy ojciec Nathaniel zadowolony
spoglądał na bawiące się dzieci.
- Już tyle czasu minęło... -
pomyślał blondyn.