Poranny dzień nie zaczynał się zbytnio zachęcająco. Mroczna pogoda była wstanie uśpić nawet najbardziej aktywnego i energicznego stworzenia, ale nie takiego małego i upiornego jak Rei, która od samego rana pętała spustoszenie po mieszkaniu usiłując złapać kota, który zaś gonił wypuszczonego królika. Mężczyzna przyzwyczajony do tego widoku nic sobie z tego nie robił. Westchnął tylko ciężko i po umyciu się poszedł robić śniadanie.
- Tatusiu!!! - wrzasnęła będąc w pół widoczna w drzwiach. - Wolduś chce mi zeżreć królika! - dodała ciągnąc kota za ogon.
- Nie trzeba było wypuszczać królika – odpowiedział wrzucając jajka do wrzącej wody.
- Sama wyszła! - odparła puszczając niechcący kota i natychmiast wróciła do pościgu czołgając się pod stołem, wciskając za kanapę i telewizor.
- Nie kłam.
- Nie kłamię! - krzyknęła, kiedy po raz kolejny coś się stłukło. - To Tofik zrobił! - prędko zwaliła winę na kota trzymając w rękach ocalałego królika, który ledwo oddychał. - Zobacz! Zobacz! Nauczyłam się ruszać nosem jak Śnieżka! - podbiegła do ojca poruszając nozdrzami.
- Idź się ubierz i zamknij królika.
- Ale ona musi biegać żeby nie być taka grupa jak ty! - tupnęła nogą z oburzeniem obserwując lekko odstający brzuch ojca.
- Nie jestem gruby – spojrzał na dziewczynkę w luźnej bluzce i gatkach w truskawki.
- Tak, tak. Wmawiaj to sobie tatusiu, wmawiaj – pomachała mu dłonią wracając do swojego pokoiku gdzie zamknęła w klatce królika i zarzuciła na siebie bluzę.
- Nie jestem... chyba - spojrzał na swój brzuch chłodząc ugotowane jajka. - Rei! Śniadanie! - zawołał siadając do stołu, gdy przyszła dziwnie ubrana dziewczynka. - Coś ty włożyła? - wytrzeszczył oczy z niedowierzaniem. Blondynka miała trzy kitki i majtki na głowie, pełno bransoletek na rękach i nogach. Dwie inne skarpetki o różnych długościach i dresowe spodenki. Do tego przywieszony miała do szyi obrus.
- Jestem Hero girl! - oznajmiła udając, że lata wokół stolika. - I zwalczę niegodziwe zło! - przewróciła obrazek ze zdjęciem swojej babci, kiedy na jej radarze ukazał się Tofik. - A masz! Hero girl cię zniszczy! - dodała i ruszyła za kotem.
- Co za dziecko – uśmiechnął się pod nosem słysząc dzwonek do drzwi. - Ja otworzę! - oznajmił małej Rei, która i tak była zajęta niszczeniem zła w domu. - Słucham – otworzył drzwi z niedowierzaniem, że został tak miło zaskoczony.
- Witaj Nathaniel. Minęło trochę czasu – spojrzał na granatowłosą dziewczynę u boku zielonowłosego mężczyzny, który w swych ramionach trzymał zawinięte niemowlę.
- Magg i Jade – uradowany od ucha do ucha uściskał znajomego i wpuścił znajomych do środka. - Herbaty, kawy? - spytał szybko zapraszając ich do salonu. - Jak tam u was? Widzę, że macie dziecko – zaglądnął do śpiącego malca z zieloną czuprynką. - Masz teraz krótkie włosy Magg i chyba szkła kontaktowe, niebieskie? Do twarzy ci w nich. A Jade nadal uprawia kwiaty?
- Porpsimy herbatę – odpowiedziała roześmiana reakcją Nataniela. - Mamy własną kwiaciarnię w mieście obok. Jakieś sto kilometrów stąd.
- To bardzo dużo – spojrzał na nich przysiadając się do stolika. - Herbata zaraz będzie. Rei! Skończ dręczyć kota i chodź poznać przyjaciół twojej mamy! - zawołał swoją córeczkę, która wyglądnęła zza drzwi nieśmiało spoglądając na uśmiechniętych do niej gości.
- Niet! - odpowiedziała chowając się z powrotem.
- Nie wygłupiaj się. Zobacz jakie mają dziecko – dodał, a blondynka bardziej zachęcona powoli podeszła do Jade i Magg.
- Bachor! - burknęła, a wszyscy się roześmiali.
- Tak nie ładnie – sprostował ją oburzony lekko Nataniel.
- Przestań. Jak zwykle jesteś niezwykle sztywny – poklepał go po ramieniu Jade. - Proszę – wyciągnął za pleców małą różyczkę.
- Niebieska? Dziwny kolor – stwierdziła przyjmując podarunek. - A bachorek umie się bawić?
- Nie. Soya jest jeszcze za mała – odpowiedziała Magg.
- Aha, to idę sama się pobawić! - oznajmiła wracając do swojego pokoju.
- Na co dzień ją tak ubierasz? - spytał zaniepokojony Jade.
- Sama się ubrała – prychnął blondyn. - Zaraz przyniosę herbatę – dodał wracając do kuchni, gdy Rei powyciągała niezbędne przedmioty do budowy kolejnego arcydzieła architektury.
- Nio dobla! - dumna z siebie spojrzała z góry na zdobyty sprzęt i zaczęła go układać niczym labirynt. Przykryła górę materiałami i talerzami, a na koniec spoglądnęła na swoje arcydzieło. - Ukończone! - potaknęła zadowolona ze swojej mistrzowskiej nory dla królika i wpuściła Śnieżkę do środka. - Teraz nawet kwiatowy potwór cię nie zdobędzie.
- Rei! Chodź pożegnać się z gośćmi!
- Tak szybko? - zaskoczona grzecznie odmachała odchodzącym znajomym ojca spoglądając na godzinę. - Ojej! To już prawie noc!
- Tak i nawet nie zjedliśmy obiadu.
- Zróbmy namiot! Ja chcę namiot!
- W domu?
- Taaaak!
- Było ciemno, a na zewnątrz słychać było sowy. Mały Geniu strasznie się bał, kiedy za jego plecami... - Nataniel zaczął opowiadać straszną historię o duchach siedząc z małą Rei w namiocie z kołder w salonie przy lampce. - Stał... - podniósł dłonie robiąc straszną minę.
- Iiijeee! Jesteś straszny! - krzyknęła z szklankami w oczach blondynka i rzuciła w ojca poduszką.
- Nawet nie zacząłem – zdziwiony zerknął na przestraszoną córkę.
- Jesteś za straszny!
- Straszny to był Kastiel... - burknął coś pod nosem uciekając spojrzeniem w bok. - Śpimy. Jest już późno, a rano jedziesz do przedszkola – zgasił lampę przykrywając Rei kocem.
- A jeśli dzieci mnie nie polubią? - spojrzała na kładącego się obok niej tatusia.
- Ciebie? Nie żartuj sobie – roześmiany poklepał małą po główce. - Ciebie nie da się nie lubić, ty mała psotnico.
- To Tofik jest zły! Ja jestem Hero girl!
- Naturalnie, a teraz dobranoc.
- Doblanoc... - burknęła przymykając oczka. Spała bardzo smacznie i twardo. Nawet słoń nie mógłby jej zbudzić ze wspaniałego snu w którym bawiła się z ojcem i swoją matką. Bawili się na łące pełnej maków i śpiewających ptaków. Sen był tak radosny iż nie miała ochoty się przebudzić, co mimo to zrobiła na dźwięk poruszających się naczyń w kuchni. Rei niechętnie wstała wyczołgując się ostrożnie z namiotu aby nie obudzić chrapiącego ojca i poszła do pokoju gdzie zobaczyła przerażające, świecące oczy.
- Ła! - szybko schowała się pod stołem słuchając szmerów.
- A masz ty potworze! Zgiń! Abla kadabla! Wyniocha mi stąd, bo obudzisz mi tatusia! - Nataniel przebudzony zaczął przysłuchiwać się wrzaskom córki, która biegała po kuchni szeleszcząc garnkami.
- Co znowu to dziecko wymyśliło? - westchnął zdruzgotany ledwo żywy i poszedł do kuchni gdzie zapalił światło. - Co ty robisz Rei? - spytał z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma na widok córki w kuchennej zbroi z garnków i wielką chochlą w rękach oraz pokrywą do garnka.
- Ja... - wyjąkała widząc przed sobą zmarłego prawie na zawał ze strachu kota zamiast strasznych oczu. - Tu były oczy ducha!
- To był tylko Tofik – westchnął ściągając z głowy dziewczynki garnek. - Jak ty to przyczepiłaś? - spytał próbując odczepić od jej pasa patelnię i deski.